niedziela, 27 kwietnia 2014

Chapter 9

- Spóźniłaś się.
Westchnęłam i przepchnęłam się obok Nia, unikając jej, gdy zmierzyłam w stronę kuchni. Nawet nie spojrzała by sprawdzić czy to ja, czy nie. 
Ale był poniedziałek rano; jedyne dochody jakie otrzymywaliśmy pochodziły od ludzi, którzy byli spóźnieni lub zbyt leniwi, aby czekać w kolejce do markowej kawiarni wzdłuż drogi. Nawet staruszki spały w tym czasie. 
Postanowiłam nie wyjaśniać mojego nietypowego spóźnienia - nie miałam wątpliwości, że spyta mnie o to później, ale wciąż nie dostanie głębokiej odpowiedzi. Gdybym powiedziała jej prawdę, zaczęłaby mnie pouczać, znowu i prawdopodobnie znowu. 
To było tylko co najwyżej czterdzieści osiem godzin od mojej niechcianej wizyty, w tak nazwanym przeze mnie "pałacu dużych chłopców". Podobała mi się ta niewyszukana nazwa, uważałam, że ich podważała, bynajmniej w moim umyśle. Jednak pomimo krótkiego czasu, Harry Styles zalęgnął robaki w moim życiu po raz kolejny. 
Kawa jest moim stałym suplementem diety rano, dlatego nie mogłam rozpocząć dnia bez utopienia się w kofeinie. I przez utopienie się, mam na myśli jedną filiżankę inaczej siedziałabym cały dzień w toalecie. Więc kiedy opuściłam moje skromne progi, "wpadłam" na Harry'ego czekającego za rogiem ulicy. Trzymał w ręce dwie filiżanki świeżo parzonej kawy, na co odmówiłam. To nie był przypadek, że kupił dwie. To nie było spontaniczne działanie, że pojawił się zza rogu ulicy. Zaplanował to, co bardzo mnie wkurzyło. Jednak nie zaplanował tego na tyle dobrze by wiedzieć, że mogę sobie pozwolić rano na tylko jedną filiżankę napoju.
Próbowałam go zignorować, minęłam go, jakby w ogóle się tu nie znajdował. Harry będąc Harrym miał inne pomysły.
- Dokąd idziesz?
- Praca - Zażartowałam bardzo dosadnie - Nie otrzymał wskazówki albo nie chciał, tak czy inaczej nie miałam ochoty dzielić z nim małej pogawędki.
Trzymałam szybkie tempo, starając udać się w stronę metra bez małego obserwatora. Ku mojemu niezadowoleniu miał dłuższe nogi, przez co dłuższe kroki i bez problemu mnie dogonił, zanim zdążyłam coś powiedzieć. Odwróciłam się lekko, aby spojrzeć na jego rozbawioną twarz. Zdenerwowana przez jego bipolarne emocje, zatrzymałam się, na co wydał się zaskoczony i zrobił kilka kroków do tyłu.
- Czy jest tu dla ciebie bezpiecznie? - Zmrużyłam na niego oczy, zanim zaczęłam skanować teren.
- Co? - Praktycznie krzyknął, a paniczna mina wyryta na jego twarzy, mówiła jakbym powiedziała coś, czego nie powinnam wiedzieć. Zmrużyłam oczy ponownie. Był pozornie szalony.
- Jesteśmy w pobliżu szkoły, jesteś pewny, że wolne mamusie nie rzucą się na ciebie? - Moje pierwsze pytanie było uzupełnieniem  bardzo sarkastycznego dowcipu, mimo, że powiedziałam o nim coś, co było dalekie od tego. Roześmiał się, niemal zbyt bardzo i zdecydowanie niezręcznie.
- Mówisz, że jestem przystojny? - Ten głupi uśmieszek pojawił się po raz pierwszy tego dnia na jego twarzy.
- Nie, mówię, że jesteś męską kurwą - Powiedziałam z kamienną twarzą.
- Wciąż myślisz o udaniu się do branży komediowej?
- Co ty w ogóle tu robisz? Nie masz do zrobienia jakiś gang rzeczy? I nie miałeś przebywać z dala ode mnie? - Ruszyłam znowu, mając w połowie nadzieję, że zostawi mnie w spokoju. Druga połowa chciała go zatrzymać bo znalazłam wielką przyjemność w irytowaniu go.
- Gang rzeczy? - Powtórzył i roześmiał się - Kto powiedział, że nie robię gang rzeczy teraz?
- Dwie filiżanki kawy w twoich dłoniach.
- Większość ludzi byłaby wdzięczna za filiżankę kawy w poniedziałek rano. I tylko w gwoli wyjaśnienia, lubię łamać zasady, a raczej je zaginać. 
- Oczywiście, że tak - Mruknęłam - Większość ludzi nie jest śledzona przez obcych w poniedziałek rano. 
- Nie jesteśmy sobie obcy.
- Tak jesteśmy. I nie ufam obcym. Dlatego będę uważać na kawę. Pa Harry.
Machnęłam bezczelnie ręką zadowolona z siebie i z uśmiechem na twarzy zeszłam po schodach, zostawiając go na szczycie. Zamiast wyglądać na zdezorientowanego albo zirytowanego, na co miałam dużą nadzieję, spojrzał ponownie rozbawiony. Miałam już kilka notatek o jego dziwnym zachowaniu i wahaniach nastroju. Starałam się przerwać łańcuch, ale wyglądało na to, że właśnie taki jest. Tajemniczo irytujący, ale świeży i  unikalny - moje nowe dzieło, można powiedzieć. 

Wyrabianie ciasta było moim poniedziałkowym ćwiczeniem.  Moje barki ze stali nie wydawały się magiczne. Kiwałam się wraz z dźwiękiem niektórych pieśni ludowych lecących w radio two. System głośników wymiatał; Floyd szybko ugiął się pod moim nieustającym żebraniem i kupił nowe radio. Mimo tego, że szumiało, co było bardzo irytujące - Przysięgam, że zrobił to celowe, mając nadzieję, że się poddam i będę pracować w ciszy. Nie mogłam pracować w ciszy, więc co dwadzieścia minut musiałam stanąć i poprawić to cholerstwo. 
Nie sądziłam, że mój zwykły nudny poniedziałek mógł być jeszcze bardziej niezwykły. Nie pracowałam dłużej niż dwie godziny, nawet nie była jeszcze pora lunchu, kiedy Nia zawołała mnie na przód piekarni. Niewielki ton w jej głosie spekulował coś dziwnego. Zmarszczyłam brwi, gdy ocierałam nadmiar mąki i innych składników z mojego fartucha, zanim rzuciłam go na ladę.
Moje oczy rozszerzyły się, ale potem wróciły do swoich normalnych rozmiarów, kiedy zauważyłam Dom'a stojącego w pobliżu wystawy ciast. Obserwował mój każdy ruch od sobotniej nocy. Wiedział, że coś się dzieje, coś czym nie chciałam się dzielić. Zapewniałam go, że ze mną w porządku, że wszystko było w porządku - miałam nadzieję, że było, ale nie mógł oprzeć się byciem postacią ochronną w moim życiu. Nie przeszkadzało mi to, ale to był tylko dzień lub dwa, kiedy byłam stale przesłuchiwana gdzie będę w jakim czasie, robiąc co z kim. 
- Dom? - Zapytałam jak gdybym była mile zaskoczona, po zdaniu sobie sprawy jakie były jego intencje; aby mnie sprawdzić, cóż było to trochę mniej przyjemne. 
- Hej! - Odpowiedział, odciągając mnie od kasy, aby przytulić mnie w "do złamania żeber" uścisku. Uśmiechnął się, kiedy odwróciłam się z niewątpliwe mniejszym entuzjazmem. 
- Co ty tu robisz?
- No wiesz, byłem w okolicy. Pomyślałem, że wpadnę.
- Twoje zajęcia są po drugiej stronie miasta.
- W porządku, więc może wziąłem dzień wolny i patrz z kim wpadłem!
Wyciągnął swojego towarzysza, kiedy ja nie zwracałam uwagi na cokolwiek przed ręką, chociaż po jednym spojrzeniu na niego, żałowałam, że to zrobiłam. Nie wiedziałam kim jest; nie wiedziałam go nigdy wcześniej, tym bardziej z Dom'em.
- To jest James - Uśmiechnęłam się do Dom'a. Choć podał mi jego imię, nadal nie wiedziałam kim był -  Poszliśmy razem do szkoły średniej.
- Oh - Uśmiechnęłam się uprzejmie, ale cała sprawa wydawała się... dziwna.
- Wiem, nie widzieliśmy się przez lata i bam po prostu na siebie wpadliśmy, dosłownie.
- Naprawdę? - Zapytałam retorycznie. Coś było nie w porządku. A może byłam zbyt sceptyczna - Więc byliście przyjaciółmi czy coś? - Zapytałam o to, ponieważ Dom mówił mi wszystko, a nigdy nie wspomniał kogoś o imieniu James.
- Nie do końca - Dom wymamrotał.
- Byliśmy raz partnerami na zajęciach - James odezwał się po raz pierwszy, a jego głos był jak jedwab. Płynął przez moje uszy, a następnie przeze mnie. To było dziwne, aby usłyszeć głos tak gładki i niemal rajski. Powiedział jedno zdanie, a moja twarz już piekła.
- Tak. Rozmawialiśmy i powiedziałem mu, że tu pracujesz i że możesz być w stanie dostarczać nam darmowe żarcie.
- Nie jest darmowe, jest odciągane z mojej wypłaty - Powiedziałam prosto w twarz i poważnie.
- Jest darmowe tak długo jak nie muszę za nie płacić.
- Odejdź Dom, mam pracę do wykonania.
- Oj, zabawy frajerko.
- Czy to mój oficjalny pseudonim w dzisiejszych czasach?
- Zawsze nim był.
- Oczywiście głupia ja, teraz spadaj albo coś. Ciasto się samo nie rozwałkuje.
- Jeszcze jedno - Dom złapał moją rękę, zanim mogłam wrócić z powrotem do obskurnej kuchni - Teraz wiem, że nienawidzisz mnie bawiącego się w amorka, ale James i ty, oboje jesteście wolni, dobrze wyglądacie i fajnie...
- Czy ty naprawdę próbujesz zabawiać się w swatkę po tym co stało się ostatnim razem?
Ostatnim razem Dom próbował umówić mnie z kimś kogo nie zna osobiście, ale był to kuzyn jego przyjaciela, który okazał się stuknięty i oczekiwał tylko jednej rzeczy. Nigdy nie dostał tej "jednej" rzeczy, ale za to dostał kopa w swoje klejnoty oraz szklankę z wodą na głowie.
Dom przeszedł wokół kasy i pociągnął mnie do kuchni, nie pozwalając mi nic powiedzieć.
- Poważnie, jest przystojny, miły, bogaty też, jeśli dobrze pamiętam. Wyglądalibyście słodko razem.
- Kto powiedział, ze lubię go na tyle, żeby pójść z nim na randkę? Ledwo powiedział jedno słowo. Czy on w ogóle tego chce?
- On jest tym, który chciał mnie o tym napomknąć.
- Uh huh - Uniosłam brwi w podejrzeniu. Nagle ktoś chce wziąć mnie na randkę. Nieznajomy, który jest szalenie przystojny chce mieć ze mną coś wspólnego. Coś było nie w porządku..
- Proszę, dla mnie - Błagał.
- Co będziesz z tego miał?
- Chciałbym zobaczyć cię szczęśliwą.
- Jestem szczęśliwa, będąc sama.
- Nikt nie jest szczęśliwy będąc sam.
- Każdy jest szczęśliwy na swój sposób. Jestem szczęśliwa będąc wolna.
- To jest prawie wolność - Mówił wymachując rękoma w brudnej kuchni, w której byliśmy.
- To jest bliskie temu, co zamierzam dostać. 
- Jedna randka?
- Nie.
- To jest to, tylko jedna. Proszę? Przysięgam, on jest naprawdę niezły. Gdyby grał w moim zespole, to chciałbym wskoczyć na jego ku-
- Dobrze, proszę nie dokańczaj tego zdania.
- Zrobisz to?
- Tylko jedna randka. To wszystko. 
- Tak! - Wiwatował, podskakując w miejscu jak małe szalone dziecko - James, powiedziała tak! - Zawołał tak, żeby jego przyjaciel i reszta dzielnicy usłyszała.
- Daj mu mój numer telefonu i powiedz, żeby wysłał do mnie smsa ze wszystkimi szczegółami. Teraz spieprzaj, ten bochenek chleba tęskni za moimi magicznymi zdolnościami do pieczenia. 
 - Taa cokolwiek - Odpowiedział przewracając oczami - Nie rób nic głupiego i miłego pieczenia - Zaśmiał się, całując czubek mojej głowy, zanim dosłownie odskoczył - Zadzwonię do ciebie, kiedy będziesz wracać do domu, aby upewnić się, że jesteś bezpieczna.
- Nic mi nie będzie.
- Jestem pewien, że tak będzie.
W końcu wyszedł i myślałam, że to już koniec dziewczęcych krzyków, ale się myliłam. Nia pędziła przez kuchnię i stanęła naprzeciwko mnie w kasie stacji roboczej. Próbowałam skoncentrować się na wyrabianiu ciasta, ale jej złowrogi uśmiech sprawiał, że czułam się niekomfortowo, nie mówiąc już o jej klaskaniu i roztrzepanych odgłosach.
- Nawet nie zaczynaj - Westchnęłam.
- Nie wierzę, że idziesz na randkę!
- Cholera - Mruknęłam pod nosem - To jedna randka.
- Wiem, ale on jest jak chodzący Bóg. Sądzę, że jest modelem.
- Jeśli jest kimś stąd, to bardzo w to wątpię.
- Bez obrazy, ale zastanawiam się dlaczego się tobą zainteresował.
I wtedy mój mózg rozpoczął pracę. On nie jest zainteresowany mną, prawda? Jest zainteresowany tym, co wiem. Byłam zła, że nie zauważyłam tego wcześniej. Nie mogłam się wycofać ze względu na Dom'a , on mógłby tylko kwestionować moje powody, ale to nie znaczy, że nie mogłam dobrze się bawić. Jeśli ten "James" myśli, że może ze mną pogrywać , a następnie mnie zdobyć i zrobić wyciek to się myli. Losowy, przystojny facet nigdy nie chce umawiać się na randki z dziewczyną tak po prostu, to nie jest bajka, oni zawsze czegoś chcą.
- Tak, ja też. 

akjsabhdfsjfnjdrjgfndkdhgsdfndjfbgfngb Harry czekający z kawą :D Kocham go XD Jesteście ciekawi jak będzie wyglądać randka Lennon i James'a? (Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda James to wejdźcie w zakładkę " Bohaterowie")
Cóż, postaram się dodać następny rozdział wcześniej niż w niedzielę, nie wiem kiedy dokładnie, ale myślę, że może czwartek/piątek :) Skończyły się egzaminy, więc jak szaleć to szaleć XD
Standardowo ASK i tt hashtag #DecodeFF


Buźki xx

Dziękuję za wszystkie komentarze. Nie wiecie jaka to radość widzieć pod rozdziałem 14 komentarzy :) Jeszcze raz dziękuję x

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :))


niedziela, 20 kwietnia 2014

Chapter 8

Boczne uliczki i ciemne drogi w końcu zamieniały się w sąsiedztwa, które w rzeczywistości powinny być promowane w teleturniejach o gospodyniach domu. Podróż pozostała w stałej ciszy, jedynie silnik i samochód wyprodukował jakiś dźwięk. Harry nie próbował nawiązać rozmowy - nawet nie powiedział mi, gdzie byliśmy, może nie odzywał się z obawy, że zostanie zastrzelony. Nie wyglądał jak ktoś, kto byłby absolutnie szczery.

Zajęło ponad półgodziny, zanim znaleźliśmy się naprzeciwko domu, aczkolwiek była tu ogromna żelazna brama, która zatrzymała nas w drodze. Chłodna bryza wparowała do samochodu, gdy otworzył okno, by wpisać coś na klawiaturze. Brama otworzyła się wpuszczając nas do środka, aby za chwile znowu szybko się zatrzasnąć. 

Samochód wjeżdżał na podjazd, który był zaśmiecony przez kilka innych samochodów. Wszystkie z nich miały przyciemniane szyby, tak jak ten. Wiele było Range Rover'ów, inne wahały się od górnej linii samochodów sportowych. Ilość aut wokół była trochę trudna do spotkania. Myślałam, ze musi być w tym domu dużo osób albo jeden bardzo bogaty człowiek. 
- To twój dom? - Spytałam patrząc na dwór przed nami, a potem na Harr'ego.
- Nie - Odpowiedział bez ogródek, zanim opuścił samochód.
Obserwowałam go w przedniej szybie; z niecierpliwością czekał, aż do niego dołączę. Nie zamierzał być gentlemanem i nie otworzył dla mnie drzwi - nie tego się spodziewałam, choć było to trochę naciągane. Wyglądał na zmęczonego i zirytowanego, krzyżując dobrze zbudowane ramiona na piersi. Był słabo oświetlony przez światło na werandzie, przez co jego włosy rzucały cień na drugą połowę twarzy. Wyglądał jeszcze bardziej wrogo niż w mojej sypialni. 
Wysiadłam z samochodu niezdecydowana, moje włosy były jeszcze mokre i chłód wytwarzał dreszcze na całym moim ciele. Spojrzałam na Harr'ego i skrzyżowałam swoje ramiona na klatce piersiowej, zanim zaczęłam śledzić jego kroki w kierunku drzwi. Dotarło do mnie, że miałam wejść do domu nieznajomego z nieznanego powodu, co mogło doprowadzić do zgonu, a ja jeszcze nie zamierzałam uciekać. Zamarłam, odwróciłam się lekko i zauważyłam ogromny mur i bramę, która blokowała jakiekolwiek wyjście.
- Nawet o tym nie myśl - Wyskoczyłam niemal dosłownie z własnej skóry, kiedy odwróciłam głowę w celu znalezienia Harr'ego, którego głowa spoczywała kilka centymetrów od mojej. Trzymał mój wzrok z przebijającym spojrzeniem, zanim chwycił moje przedramię i pociągnął na schody. 
Nie zapukał ani nie zadzwonił, wszedł prosto do mieszkania. Nie wiedziałam czy mogłam być jeszcze bardziej onieśmielona; marmurowe podłogi, które niesamowicie i imponująco odbijały światło lub ogromny żyrandol wiszący na suficie kilka pięter wyżej. Moje usta były otwarte, z dużą przyjemnością dla Harr'ego.
Głosy jakiejś grupy osób szybko rozeszły się po domu. Po głosach wydawałoby się, że było ich niewielu. Wzdrygnęłam się na samą myśl, kto może czaić się po kątach. Nie mogłam usłyszeć pojedynczego żeńskiego głosu, przez co zmartwiłam się jeszcze bardziej. Miałam nadzieję i modliłam się, żeby nie był to jakiś burdel albo siedziba handlu niewolnicami. 
- Haz! - Chłopak, który był w podobnym wieku co "Haz", praktycznie jak łabędź zanurkował w powietrzu by znaleźć się kilka stóp przed nami. Był irlandczykiem, bardzo banalnym irlandczykiem. Miał akcent - oczywiście, kufel Guinnessa w ręku, bladą skórę - co jest często oznaką, był przede wszystkim pijany - nic do dodania, że jest to irlandzka cecha, ale jednak gigantyczna koniczyna na jego koszulce mogła dużo oddać. (Głównie akcent, chociaż to chyba bardziej widoczne ze względu na jego stan nietrzeźwości).
- Co ty robisz przyprowadzając tutaj dziewczynę? Coś nie tak z twoim domem?
Harry uśmiechnął się. Skrzywiłam się z niesmakiem.
- Zniszczyłeś swoje łóżko czy coś? - Ciągnął niewyraźnie.
Skrzywiłam się na niego i Harr'ego, który stał po mojej stronie, patrząc kątem oka na moje niezadowolenie. W sumie będąc przez trzydzieści sekund w nieznanym miejscu, odkryłam, że Harry Styles był mężczyzną wielu kobiet - grzecznie mówiąc. Musiałam ugryźć się w język, aby uniknąć powiedzenia czegoś, co może spowodować poważne konsekwencje. Coś mi mówi, że Harry Styles nie przyjmuje dobrze obelg, a ja nie chciałam przekraczać jego granicy. 
- Mógłbyś się nią dzielić?
Harry roześmiał się, prawie wył ze śmiechu, zanim ponownie złapał mnie za rękę, jakbym była jakimś wściekłym zwierzęciem. Cmoknęłam z niezadowolenia, co on oczywiście zignorował. Pijany irlandzki mężczyzna zaczął chichotać do siebie jak dziecko w szkole, zanim grzecznie przepchnęliśmy się obok niego.
- Jest cała twoja! - Harry w końcu odpowiedział. Odrzuciłam swoją rękę, co natychmiast przykuło jego uwagę.
- Jesteś obrzydliwy.
- Co? - Zachichotał patrząc irytująco rozbawiony - Tylko dlatego, że prowadzę aktywne życie seksualne, nie czyni mnie to obrzydliwym.
- Taa, to nie było to co miałam na myśli - Mruknęłam, uderzając jego rękę, bezskutecznie bo nawet go to nie zabolało, mimo to jego ręka ponownie kurczowo trzymała moją. Chciał coś powiedzieć, ale przerwałam mu ostro - Nie możesz mnie tak po prostu zaoferować swoim pijanym przyjaciołom - Szepnęłam wściekle. Znów zachichotał, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło.
- Bez obrazy, ale on nawet nie będzie pamiętał twojej twarzy, gdy wytrzeźwieje, nie mówiąc już o tym, że czegoś od ciebie chciał.
- Cóż dziękuję za twoje piękne miłe słowa i troskę, teraz mógłbyś zrobić mi przyjemność mówiąc w pierwszej kolejności dlaczego kurwa tu jestem. Jeśli ma to na celu sprzedanie mnie jako niewolnicy lub do jakiegoś seks biznesu, to wolałabym nie. Sam powiedziałeś, że jestem dobra w pieczeniu ciast.
- Jesteś pewna, że nie jesteś żadnym komikiem z tym twoim humorem? - Splunął sarkastycznie - Handel niewolnikami i seks? Zajmujemy się ludźmi, ale jest to bardziej niebezpieczne. 
- Więc, mogę się dowiedzieć, co to do cholery za miejsce i czym się zajmujesz?
- Nie.
- Oczywiście - Uśmiechnęłam się boleśnie; moja odpowiedź była zbyt sarkastyczna by traktować ją poważnie, stąd jego zmieszana mina - Wejście do domu dziewczyny, wyciągnięcie jej z niego i zmuszenie do znalezienia się w jakiejś losowej rezydencji i nie powiedzenie jej dlaczego i gdzie jest. Nie, w ogóle nie jest nielegalne.
- Gliny niczego nie zrobią, zaufaj mi.
- Zrobię wszystko, oprócz zaufania ci.
- Dobrze, nie zależy mi na twoim zaufaniu, teraz wchodź tam.
Zostałam popchnięta przez drzwi bez wcześniejszego ostrzeżenia. Potknęłam się niezdarnie na własnych nogach, zdążając złapać równowagę, zanim upadłabym twarzą na podłogę. Wydawało się, że to biuro; wielkie biurko, krzesła dla klienta i duże krzesło obrotowe, aczkolwiek dwie bronie na ścianie za biurkiem były nieco bardziej niepokojące niż reszta mebli. Odwróciłam się do Harr'ego, gdy zakaszlał lekko.
Wkrótce moja uwaga zwróciła się z powrotem na duże krzesło, które powoli się odwróciło i ukazał się mężczyzna w średnim wieku. Po co do cholery tu weszłam? Ku mojemu zdziwieniu postać, które się na mnie gapiła, nie była mi całkiem obca. 
- Spotkaliśmy się wcześniej - Wydawał się zaskoczony tak jak ja.
- Na krótko - Stwierdziłam. 
- Znasz ją? - Harry przerwał wchodząc w szczelinę między mną a Paulem lub panem Smith'em bo pod takim pseudonimem go znałam.
- Harry, mógłbyś dać nam parę minut.
Nie wyglądał na szczęśliwego, że musi opuścić pomieszczenie, ale zamiast odpowiedzi jakimś ciętym komentarzem, wypuścił mały pomruk, zmrużył oczy po raz ostatni na mnie i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Lennon, proszę usiądź - Uśmiechnęłam się łagodnie i postąpiłam zgodnie z jego instrukcją. Okoliczności w jakich się spotkaliśmy znacznie różnią się od ostatniego razu - Współlokatorka Cherry, mam rację? - Skinęłam głową. 
Cherry była jego córką i moją współlokatorką na uniwersytecie przez dwa miesiące, kiedy tam byłam. Nie dogadywałyśmy się za dobrze. Lubiła muzykę techno i nalegała, aby odtwarzać ją o każdej porze dnia i nocy. Cierpiałam przez to na silne bóle głowy, ale przysięgała, że pomaga jej to w koncentracji - nigdy jednak nie widziałam jej, aby wykonywała tylko jedno zadanie.
- Utnijmy sobie krótką pogawędkę. Jestem bardzo zajętym, ważnym człowiekiem - Przeniósł się do przodu, aby oprzeć się o biurko. Jego oczy na chwile zamigotały na broni, przez co strach szybko wypełnił moje ciało bardziej niż wcześniej - Byłaś w piekarni tego samego dnia, kiedy ja tam byłem? - To było mniej jak pytanie, bardziej jak stwierdzenie, ale wyglądał, jakby chciał usłyszeć odpowiedź. Z bronią nad głową poczułam natychmiastową potrzebę powiedzenia prawdy.
- Taa - Westchnęłam, ubolewając, że zachowuje się jak jakiś szpieg. Dlaczego muszę być tak zapominalska?
- Rzeczy, które mogłaś usłyszeć lub nie, mogą umieścić cię w niebezpieczeństwie. Jesteś niewinną dziewczyną mieszkającą w Londynie ze zbyt dużą ilością informacji w głowie. Nie wiesz jaki Londyn jest naprawdę.
- Już mi tak mówiono- Przerwałam mu odnosząc się do czasu, kiedy Harry wypominał mi moją wiedzę na temat Londynu.
- Są tutaj ludzie gorsi od kryminalistów. Będą cię chcieli. Będą chcieli wiedzieć, co wiesz. Będą chcieli poufnych informacji. Zrobią wszytko by to zdobyć. I tak to może oznaczać śmierć. Masz rodzinę?
- Nie w Londynie.
- Nieważne. Oni mogą być martwi i to w ciągu kilku godzin, jeśli coś ci się wymsknie. I jeśli coś ci się wymsknie, nie zawaham się zrobić tego sam - Przełknęłam ślinę. Człowiek poinformował mnie właśnie, że nie boi się mnie zabić, a ja nie zwątpiłam nawet na chwilę - Nie możesz zapomnieć co usłyszałaś, ale mam nadzieję, że moje małe ostrzeżenie powstrzyma cię nawet od myślenia o otwieraniu tych twoich małych usteczek. Nie pisz, nawet nie myśl o tym. Nic nie rób. Twoje i nasze życie wisi na włosku.
- Nasze?
- Połowy Londynu.
Przełknęłam ślinę ponownie. Losy innych ludzi mogą być w moich rękach - to nie jest to, czego chciałam doświadczyć w wieku lat dziewiętnastu.  
- Właściwie nie mam wielu ludzi, którym mogłabym coś powiedzieć.
- Jeśli widziałaś się z Harr'ym lub innym moim człowiekiem, uwierz mi, że o wiele więcej osób będzie chciało cię "poznać". Jesteś ładna, ale oni w ogóle nie będą tym zainteresowani. 
- Wy faceci jesteście pełni komplementów, nieprawdaż?
- I masz lekkie podejście, trochę odwagi. Zakładam, że to nie będzie współgrało z Harrym - Rozmyślał sobie, podczas gdy ja nadal stałam twarzą do niego - Rozumiesz, o czym mówiłem, co nie? - Pochylił się jeszcze dalej nad biurkiem.
- Tak.
- Dobrze, teraz jeszcze jedna rzecz. Ten twój specjalny talent? - Uniosłam brew z niezrozumienia - Co studiujesz? 
- Nic.
- Hobby?
- Czytanie i pieczenie... Co miałeś na myśli mówiąc specjalny talent?
- Charakteryzujesz ludzi? Umiesz wyczytać w nich osobowości, cechy, ich sekrety tylko patrząc na nich przez minutę lub więcej.
- Czy Harry to powiedział? - Pytałam poważnie. Pochylił się na krześle krzyżując ramiona na piersi - Czy on naprawdę myśli, że jestem psychiczna? - Śmiałam się z niedowierzaniem.
- Nie jesteś? Nie umiesz czytać w myślach?
- Gdybym umiała czytać w myślach, to szczerze.. uważasz, że siedziałabym tu teraz? Prawdopodobnie rozwiązywałabym przestępstwa moim niesamowitym talentem albo robiłabym z nim coś pożytecznego.
- On mówił, że się gapiłaś.
- Był dorosłym i pokrytym tatuażami człowiekiem, dodatkowo miał obcisłe jeansy, a odbierał baby shower tort. To był dziwny widok. Powinien się nad sobą zastanowić. 
- Mogłem go poinformować o tym, jestem pewien, że byłby zadowolony. Co do zamówienia tort był dla mojego dziecka - Zorientowałam się, że go znam, kiedy usiadłam naprzeciwko niego. Kiedy pierwszy raz poznałam Paula, był bardzo miły, prawdopodobnie zbyt miły patrząc na tą sytuację. On mi grozi. Świat jest mały.
- Teraz tak jak powiedziałem, chcę trzymać to krótko. Chciałbym cię odwieźć, ale mam sprawy do załatwienia. Harry to zrobi. To była przyjemność widzieć cię, ale mam nadzieję, że nie zdarzy się to ponownie. Miłego życia Lennon - Pomachał mi i odwrócił się na krześle.
- Nawzajem Paul - Przewróciłam oczami na jego plecy, które przesuwały się na krześle po marmurowej podłodze. Mógłby wykazać chociaż trochę szacunku otwierając mi drzwi, ale widocznie to zbyt dużo wysiłku. I bez obrazy dla niego, ale nie spieszyło mi się do kolejnej wizyty.
Wychodząc z pokoju, zdałam sobie sprawę, że nie miałam pojęcia, gdzie powinnam pójść lub gdzie był Harry. Odtwarzając moje kroki z tego co pamiętałam, skończyłam na zewnątrz pomieszczenia, z którego dobiegały huki. Stojąc przed drzwiami słyszałam wycie śmiechów pochodzących od mężczyzn i ewentualnie jednej kobiety. Westchnęłam, kiedy usłyszałam donośny głos Harr'ego. Miałam ochotę wyjść z domu całkowicie, ale nie miałam pojęcia gdzie jestem i jak wrócić do domu.
Zapukałam dwa razy w drzwi, a następnie otworzyłam je nie czekając na odpowiedź. Chciałam tylko wrócić do domu. Nie obchodziły mnie spojrzenia innych w pokoju. Miałam prawie rację z moją analizą. Co najmniej ośmiu mężczyzn i trzy kobiety. Rozpoznałam tylko trzech; Harry, Louis i nietrzeźwy. 
Cisza w pokoju. Ich twarze wpatrywały się we mnie z emocjami. Spojrzałam na Harr'ego, podnosząc brwi do góry, próbując wskazać mu czego chciałam, ale wiadomość nie została dobrze przekazana albo starał się jeszcze bardziej mnie wkurzyć.
- Zabierzesz mnie do domu.
- Kto tak powiedział? - Uśmiechnął się.
- Twój szef - Odwzajemniłam uśmiech. Tylko przypuszczałam, ze Paul był ich szefem przez sposób w jaki dawał im rozkazy inaczej mogłam po prostu zrobić z siebie idiotkę.
Harry wymamrotał coś pod nosem, zanim ruszył swój tyłek z kanapy. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam mężczyzn, którzy chronili dziewczyny swoimi dobrze zbudowanymi ramionami. Oprócz zajmowaniem się nielegalnymi rzeczami, podrywaniem dziewczyn, to jestem pewna, że resztę czasu wszyscy spędzali na siłowni.
Ponieważ wszyscy wpatrywali się jak Harry zakłada kurtkę, postanowiłam trochę się zabawić. Wybrałem cel i wpatrywałam się w niego bez mrugnięcia i jakiegokolwiek ruchu. Wszyscy w pokoju zwrócili uwagę na naszą więź. Udawałam, że czytam mu w myślach, mało wiedziałam, nawet nie wiedziałam jak się nazywa. Ale jego reakcja zapewniła mnie, że wszyscy zostali poinformowani o moich "psychicznych" mocach.
- Myślę, że polubiła cię Luke - Irlandczyk zaczął szeptać do "Luke'a", ale bardziej był to krzyk niż szept.
- Wychodzimy, zanim spowodujesz, że zacznie wariować - Harry zmusił mnie do wyjścia z pokoju do holu, gdzie następnie wyprowadził mnie na dwór.
- Co? Jest dwunastolatkiem czy coś?
- Nie, jesteś po prostu dziwna.
- Dzięki, a ty jesteś po prostu niegrzeczny.
- Powiedz mi coś czego nie wiem kochanie.
- Nie nazywaj mnie kochanie.
- Będę robił, co chcę.
W czasie powrotu znów panowała cisza, choć czułam się bardziej niezręcznie. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę w domu, aczkolwiek w rzeczywistości byłam dziwnie zadowolona, że Harry jechał co najmniej pięćdziesiąt na godzinę. Czułam się bardziej zagrożona w jego obecności niż w pędzącym samochodzie.
Kiedy w końcu zatrzymał się na zewnątrz mojego apartamentu, szybko się odpięłam i szarpnęłam za drzwi. Nie chciałam pożegnania, ale najwyraźniej nie miałam żadnego wyboru, kiedy wciągnął mnie z powrotem do samochodu, aby spojrzeć mu w oczy. 
- Dla przypomnienia. Nie dzielę się, zwłaszcza moimi dziewczynami.
- To dobrze, nie jestem twoją dziewczyną, dokładnie tak jak powiedziałeś - Odparłam zdecydowanie.
Uśmiechnął się, ale błysk w jego oku mówił wszystko. Pokręciłam głową oburzona - W twoich snach - Wysiadłam szybko z samochodu zatrzaskując drzwi. 
Nie zaczekał, aż wejdę do środka, tylko odjechał w stronę ciemności, do której wystawiłam mój środkowy palec, gdy tylko zniknął na horyzoncie. Harry Styles rozwścieczył mnie, ale było mi wstyd przyznać, że intrygował mnie jeszcze bardziej.


JAHSVSDGSFDGVDSTGFDVSCGFXVDHSDBHSFVSDGVF BOŻE JARAM SIĘ KOŃCÓWKĄ, HARRY TAKI BADBOY C'NIE *___*
awwwww mówię Wam rozdziały będą coraz ciekawsze :D

Ok dzisiaj się nie rozpisuję bo nie mam za bardzo czasu.
Przypominam standardowo ASK, na tt hashtag #DecodeFF
Następny rozdział w niedzielę :) 
Będę już po egzaminach, módlcie się za mnie XD 

Za jakiekolwiek komentarze będę wdzięczna x

 WESOŁYCH I POGODNYCH ŚWIĄT KOCHANI :)

Lots of love x

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :))




środa, 16 kwietnia 2014

Informacje

Mam dla Was kilka dosyć ważnych informacji, dlatego nie przynudzam i przechodzę do rzeczy :)

Po pierwsze:
Postanowiłam, że UWAGA ... <werble> NIE ZAWIESZAM BLOGA !!! 


Po drugie:
Jeśli chodzi o nowy rozdział, pojawi się on w niedzielę. Tak naprawdę miałam go nie dodawać czyt. egzaminy za tydzień, ale w związku z tym, że są osoby, które postarały się opublikować jakikolwiek komentarz pod ostatnim postem, zmieniłam zdanie. Chcę Wam to wynagrodzić i stąd zmiana mojej decyzji :) (Mam również nadzieję, że komentarze będę widywać częściej)

Po trzecie:
W ostatnim poście została napisana wzmianka na temat nowego bloga. A więc, aby sprostować całą sytuację; ten blog czyt. Decode zostanie tłumaczony do końca przeze mnie czyt. Kasię XD Nie bójcie się, nie zamierzam Was zostawić i oddać się nowemu blogowi. 
W każdym razie Somber będzie tłumaczony przez Olivię i nie mam pojęcia jak będzie tam wszystko przebiegało. Dlatego, jeśli macie jakieś pytania dotyczące nowego tłumaczenia zapraszam na aska, gdyż Olivia również ma tam dostęp i na pewno chętnie odpowie na Wasze pytania :)
LINK --------> ASK

Okej, więc z mojej strony to było by chyba na tyle. Oczywiście na asku możecie zadawać też pytania dotyczące mojej skromnej osoby (ta skromnej XD) jak i Olivii. W końcu do tego jest przeznaczony :)
Do zobaczenia w niedzielę :) x 

buźki ~ Kasia x


wtorek, 15 kwietnia 2014

Ważne!

Jest nam bardzo smutno ...
Ilość komentarzy i odwiedzających naszego bloga spada.
Mamy go dalej tłumaczyć ?
Bo narazie widzimy, że to nie ma sensu.

Prosimy żebyście udostępniali go na twitterze #DecodeFF
+ Jeśli mamy go kontynuować:
~ Pod tym postem musi być co najmniej 10 komentarzy.

To by było miłe :)
Chcemy widzieć czy nasza praca nie idzie na marne.

+ od piątku rusza nowe tłumaczenie :)) Jupiiii
Zapraszamy serdeczne na "Somber"

>>> http://somber-harrystyles-tlumaczenie.blogspot.com/ <<<

całuski ~ Kasia i Olivia 

niedziela, 6 kwietnia 2014

Chapter 7

Lennon's pov:

Istniało milion sposobów w jakich mogłam spędzić piątkowy wieczór. W rzeczywistości większość dziewiętnastolatków wychodziło uderzając do klubów i barów, całkowicie korzystając ze swoich zniżek studenckich. Jeśli nie pili to najprawdopodobniej byli z przyjaciółmi w kinie lub robili inne nieco zabawniejsze rzeczy. A ja stałam pod prysznicem próbując odkleić mąkę z włosów. 
Cztery godziny wcześniej byłam szczęśliwa, tak bardzo jak mogłam pracować w obskurnej piekarni, mieszając ze sobą składniki. Zanim się obejrzałam zauważyłam bezpańskiego psa, który zastanawiał się przez cała drogę do kuchni i zaczynał się wściekać. Po ganianiu psa przez dobre dwadzieścia minut, w końcu udało mi się skierować go tam skąd przyszedł. 
Oczywiście nie mogłam zostawić go głodnego, więc podałam mu resztki czerstwego chleba. Pozostawiając miejsce pracy, przykucnęłam, aby nakarmić psa, co wkrótce skończyło się zaatakowaniem przez spadający worek mąki.
Jedną rzeczą, którą nauczyłam się od ataku mąki było; jeśli wymieszasz mąkę z wodą, aby uzyskać lepszą konsystencję, to tylko pogorszy sprawę. Zamiast suchej mąki w moich włosach, miałam zlepioną masę, która była wrzodem na dupie. Przystąpiłam do czterech prób umycia włosów, aby dostać coś nieco normalnego z tego. 
Poddałam się próbie ożywienia włosów do punktu, gdzie będą do przyjęcia; postanowiłam spróbować jeszcze raz jutro. Nie mogłam doczekać się wolnego dnia, szczególnie w sobotę. To był rzadki przypadek, aby mieć wolny weekend, ale Floyd wisiał mi z wakacjami, dlatego nie mógł powiedzieć nie. Choć szybko przygotowałam dwukrotną ilość ciast, która będzie potrzebna na weekend.
Przeklinałam kilkakrotnie, gdy wyszłam spod prysznica do zimnego powietrza. Wentylator w łazience szedł w nadbieg z cała parą, którą stworzyłam, próbując zalać pokój zimnym powietrzem ku mojemu niezadowoleniu. Zwyczajnie był zepsuty, więc nie mogłam go zamknąć. Mogłam powiedzieć, że właściciel był bardziej zainteresowany rozwiązywaniem Sudoku. Po prostu patrząc na jego biurko mogłam zauważyć, dlaczego naprawianie zajmowało mu wieczność; wpisał dwie siódemki w jeden rząd. 

Przemieszczałam się po łazience podczas owijania ręcznika wokół mojego drgającego ciała. Byłam nadal mokra, kiedy usłyszałam zamieszanie po drugiej stronie drzwi. 
- Lennon, czy jesteś nadal pod prysznicem?! - Dom krzyknął niemal rozpaczliwie. Debatując czy otworzyć drzwi niecierpliwie przestępowałam z nogi na nogę, stojąc tylko w ręczniku. 
- Um nie. Co jest?
- Nie możesz tak po prostu tu wtargnąć! Za kogo ty się do cholery uważasz!? - Dom krzyczał, ale nie było to skierowane do mnie. Zmarszczyłam brwi przyciskając ucho do drzwi, aby spróbować ustalić co dzieje się w moim pokoju. Zazwyczaj nie miałam żadnych ubrań ze sobą. Zostawiłam je w mojej sypialni, jak zawsze.
- Dom, co się dzieje? - Niemal krzyczałam przez drzwi, robiąc krok do tyłu w oczekiwaniu na odpowiedź. 
- Zadzwonię po policję, jeśli nie wyjdziesz! - Dom zignorował moje pytanie i kontynuował "szczekanie". Moje serce biło, gdy słyszałam cichnącą rozmowę, nie krzyczeli, w rzeczywistości mogłam ledwo usłyszeć kroki. Sądziłam, że ktokolwiek to był wyszedł lub szeptał. Moim pierwszym przypuszczeniem był Jason w moim pokoju, który szukał czegoś co mógłby ukraść. To nie był pierwszy raz i wątpię, żeby był ostatni. Miałam tendencję do ukrywania moich kosztowności w pudełku po butach - banał, wiem, ale Jason myślał, że w środku są buty.
Decydując, że nie mogę dłużej zostać w łazience, która powoli zamieniała się w zamrażalkę, pomyślałam, że go zripostuję i uderzę z liścia. Wiedziałam, że Emma będzie mnie pouczać, ale to one nie wiedziała, że kradł. 
Przed otworzeniem drzwi poprawiłam swój ręcznik. Nie mogłam uniknąć niezręcznej sytuacji, nie będąc ubrana, ale nadal mogłam zrobić to z odrobiną godności. Przekręciłam zamek i zrobiłam zaskoczony krok do tyłu, gdy moje oczy rozszerzyły się widząc istny horror.

- Harry zostaw go! - Krzyknęłam, gdy mój pierwszy szok zniknął i znalazłam się poza łazienką. Podchodząc do pary, ściągnęłam postać mierzącą sześć stóp z mojego współlokatora. Może pociągnęłam trochę go za włosy, jego wyraźne mięśnie ostrzegały mnie, że byłam w znanej pozycji, w której on sam dźwignie się z własnej siły. 
Na szczęście wydał swój niedozwolony chwyt za szyję Doma, pozwalając mu upaść na podłogę. Moja ręka była świadomie zablokowana w jego kręconym bałaganie. Zazdrościłam mu miękkości włosów, niemniej jednak wstydziłam się tego przyznać. 
- Znasz to zwierzę?! - Dom kołysał się, gdy podniósł z podłogi. Zignorowałam jego czystą dezaprobatę i podeszłam, aby sprawdzić czy wszystko z nim w porządku.
- Wszystko okej? Potrzebujesz leczenia szpitalnego czy cokolwiek?
- Nie, nie. W porządku - Warknął, nadal spoglądając na Harrego, który milczał podczas wymiany spojrzeń w przeciwieństwie do mnie - Poważnie, znasz go? - Powtórzył całkowicie wkurzony.
Westchnęłam ciężko, odwracając się w stronę Harrego, który głęboko oddychał pocierając tył głowy. Nie mogłam pomóc swojemu małemu uśmieszkowi, który pojawił się na mojej twarzy - Niestety - Odpowiedziałam ostatecznie.
Zamiast dając rozwlekłą odpowiedź Domowi o tym, jak naprawdę go nie znam, ale w pewnym rodzaju znam, zdecydowałam się na prostą odpowiedź. Przygotowałam się na późniejsze pytania. Patrząc z powrotem na Harrego zauważyłam, jak marszczy brwi na Doma, który robi to samo na niego - Jesteś pewny, że wszystko okej? - Zapytałam ponownie, na co skinął głową - Naprawdę mi przykro, on ma... problemy.
Nie wiedziałam jak wytłumaczyć mu Harrego, w rzeczywistości nie wiedziałam jak go usprawiedliwić. Był tu ktoś, kogo dalej uważałam za nieznajomego i zachowywał się jakby miał prawo tu być, a ja nadal nie krzyczałam i nie wezwałam policji - Z pewnością nie myślałam logicznie.
- Wyjdź - Harry uśmiechnął się szyderczo do Doma z zaciśniętymi zębami. Oczy Doma rozbłysły w moim kierunku, na co subtelnie skinęłam głową. Bez żadnych dodatkowych słów Dom wyszedł, a Harry od razu zatrzasnął za nim drzwi.
- Co ty kurwa robisz w moim domu? Skąd do cholery wiesz gdzie ja mieszkam?! - Krzyczałam uderzając w jego klatkę piersiową z wściekłością, ale lekko go to dotknęło - myślę, że skrzywdził moje ręce bardziej.
- Przebierz się - Odpowiedział bez ogródek i niegrzecznie, wybierając ignorowanie moich pytań. Usiadł na łóżku oczekując, abym wykonała jego polecenie.
Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam uwierzyć, że spodziewał się, że zrobię to co powiedział. To było tylko jedno pociągnięcie kogoś wzdłuż alei i teraz wdzierają się do czyjegoś domu. 
Ignorując jego "prośbę", rozejrzałam się dookoła mojego pokoju, gdy spostrzegłam na biurku swój szeroko otwarty zeszyt. Patrząc między książką a Harrym, podeszłam do biurka, aby w końcu go zamknąć. Byłam świadoma, że wyglądało to podejrzanie, ale wolałam to niż żeby przeczytał słowa w środku - ponieważ otworzona strona była notatką o nim. Nie było to nic pewnego, były to najważniejsze rzeczy, które zauważyłam, więc mogłam nad nimi pracować później, ale dla niego nadal byłoby to bardzo niepokojące. 
Zmarszczył brwi odchylając się do tyłu na rękach i patrząc z zakłopotaniem. Przygryzłam wargę zastanawiając się, jak mam zamiar rozegrać moje ostanie działania. Odwróciłam się plecami do biurka kładąc jedną dłoń na zeszycie. 
- Dlaczego tu jesteś? - Zapytałam ponownie. Wiedziałam, że nie miał zamiaru odpowiedzieć, ale nie o to chodziło. Byłam zbyt zajęta tym, co moje ręce robią. Gdy westchnął i pochylił się do przodu przeniosłam ręce za plecy i schowałam zeszyt pod stos czasopism - mając nadzieję, że nie zauważył.
- Ubierz się, wychodzimy. Nie będę prosić ponownie - Wstał odpowiadając. Nie ruszył się w moją stronę, ale gdy tak stał jego postać nadal górowała kilka centymetrów nade mną.
- Wychodzimy? - Powtórzyłam z niedowierzaniem i śmiechem - Z tobą? Jesteś poważny? - Moja kpina wyraźnie z nim nie współgrała, gdy podszedł z zaciętym grymasem na swojej twarzy. 
- Wychodzimy. Ubierz się. Teraz - Wyszeptał z takim tonem, że przez moje ciało przebiegły ciarki. Był ledwie kilka stóp dalej, jednak z każdą sekundą coraz bliżej. Mój oddech przyspieszył, gdy przerażająco przycisnął swoje silnie zbudowane ciało do mnie. Próbując uniknąć ujawnienia strachu utrzymywałam z nim stały kontakt wzrokowy. Jednak mogłam usłyszeć i poczuć bicie moje serca.
Trzymałam się mocno mojego ręcznika bo nie mogłam mu zaufać. Moja podświadomość mówiła mi, abym uciekała, uciekała i nie patrzyła w tył, zadzwoniła po policję i się wynosiła. Mój mózg nie myślał, gdy Harry przycisnął się jeszcze bliżej mnie. Jego usta były lekko otwarte pozwalając, aby jego gorący oddech musnął moją twarz. Z moimi otwartymi ustami, mój oddech uderzyłby tylko czubek jego piersi, może podbródek. 
Nigdy nie widziałam go w stroju na co dzień, tak jak był ubrany dzisiaj. Biała bluzka i zwykle czarne jeansy wyglądały prawie normalnie. Zerkając ponad jego koszulkę zauważyłam opaloną skórę, ozdobioną w kilku miejscach atramentem. Nie rozumiałam, co symbolizował jego tatuaż w kształcie wróbla, ale byłam pewna, że były one w większości okien salonu tatuażu, jego oryginalność została zniszczona lub to rzeczywiście coś oznaczało. Nie zignorowałam reszty licznych tatuaży na jego ramionach, które wyglądały jak gryzmoły. Były jeszcze większą zagadką dla mnie, ale nie byłam w stanie o nie zapytać. Choć było to coś, co mogłam stworzyć w swojej pracy.
- Zdajesz sobie sprawę, ze to niezgodne z prawem, aby włamać się do czyjegoś domu, prawda? 
- Nie włamałem się, twój uroczy chłopak mnie wpuścił.
- Chłopak? - Zaśmiałam się - Mówisz serio? Słowo pochwa go przeraża, nie mówiąc już o pobliżu jednej. 
- Nie jest twoim chłopakiem?
- To nie twój interes, ale nie. I nadal jestem całkiem pewna, że to nielegalne, aby wymusić drogę do czyjegoś domu, kiedy nie jest się mile widzianym.
- Masz zamiar zadzwonić po policję? - Szepnął mi do ucha, jego włosy musnęły mój policzek i szyję.
Włosy na moim karku stanęły na baczność. Czy było to złe, że zostałam nieco zachwycona sytuacją? To był pierwszy raz od dawna, kiedy otrzymałam niewielką ilość uwagi, a teraz facet napierał na mnie, gdy stałam tylko w ręczniku. Nie mogłam zaprzeczyć, że wyglądał dobrze bo wyglądał. Jednak jego osobowość była całkowicie wyłączona. 
Oczekiwał odpowiedzi, poruszając swoją głową bliżej mojej. Odepchnęłam go, ledwie się zachwiał, ale na tyle, że mogłam ponownie zobaczyć jego twarz. Tym razem był o wiele bliżej niż wcześniej. Zieleń w jego oczach była słabo widoczna, jego źrenice były zbyt rozszerzone, tworząc wrażenie głębokich, ciemnych, czarnych oczu. Był prawie nie jak człowiek. Wyglądałby jakby mógł się chłostać w danym momencie, ale tego nie robił. Nie ruszał się, nie mówił i nie byłam pewna, ale nie sądzę, żeby oddychał. 
Pchnęłam go ponownie, jego bliskość względem mnie była niepokojąca, ale złapał mnie za nadgarstki swoimi smukłymi dłońmi. Spojrzałam w dół na moje dłoniei i z powrotem na niego, zakłopotana po przez jego działania i szczerze przestraszona. Mógł z łatwością skręcić mi ręce, połamać kości i nie zwątpiłam w to nawet na sekundę.
- Jeśli się nie ubierzesz, będę cię tak ściskać.
Przełknęłam ślinę na jego groźbę i spojrzałam na podłogę, szukając jakichś ubrań, które mogłabym szybko na siebie zarzucić. Skinęłam głową sygnalizując, że zrozumiałam. Cofnął się na tyle, żebym mogła przejść. Patrzył się z takim zainteresowaniem, że czułam się nieswojo. Szłam zbierając po drodze ubrania przed wejściem z powrotem do łazienki. 
Zamykając drzwi odetchnęłam z niepewnym głosem. Nie zauważyłam, kiedy moje ciało zaczęło drżeć. Nie miałam pojęcia dokąd mnie zabiera. Nie chciałam iść. Nie ufałam mu. Nie był dobrą osobą, mogłam to wyczuć; prawie każdy mógł to wyczuć. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, ale on nie dawał mi wyboru. Rozważałam ponowne zadzwonienie na policję, ale jego głośne walenie do drzwi wybiło mi to z głowy.
- Jeśli nie wyjdziesz w ciągu trzydziestu sekund, wchodzę.
Gapiłam się na drzwi. Z pewnością mógłby je wyważyć z niewielkim wysiłkiem. Wciągnęłam jeansy tak szybko jak tylko mogłam i włożyłam sweter przez głowę w samą porę, zanim uderzył o drewno ponownie. Zanim mógł rzeczywiście zniszczyć mój pokój, niepewnie otworzyłam drzwi. Tak jak myślałam stał tuż obok gotowy by znowu zapukać.
- Chodź - Mruknął, łapiąc za mój nadgarstek, zanim mogłam spokojnie wyjść z pomieszczenia. Zostałam wyciągnięta z własnego domu, jego dłoń wciąż ściskała moją nieprzyjemnie ciasno. Chciałam zadrwić z niego, ale dawał aurorę, która mówiła, że zaśmiałby mi się prosto w twarz. Byłam pewna, że będę miała jakiś znak od jego obsługi moim ciałem.
Ku jego niezadowoleniu musiał pozwolić mi się zatrzymać, żebym mogła założyć buty. Ledwo dostałam szansę, aby ostrzec Doma o mojej nieobecności, zanim zostałam zmuszona znaleźć się w Range Rover'ze, zaparkowanym po drugiej stronie ulicy. Zamknął drzwi, gdy weszłam do środka i zaczął jechać. Moje pytania zostały zignorowane, jechaliśmy i jechaliśmy do niepewnej sytuacji i w nieznanym kierunku. Kolor z mojej twarzy zszedł, kiedy jechaliśmy w nocy przekraczając ograniczenia prędkości. Nerwy zostały umieszczone, gdy skierował się w stronę zaułka z niewieloma światłami ulicznymi, prowadząc nas do nadchodzącego końca. 




Na wstępie chciałam Was bardzoo przeprosić za tą 2-tygodniową przerwę, ale nawał nauki uniemożliwił mi przetłumaczenie rozdziału. W każdym razie cieszę się, że możecie w końcu przeczytać o to ten rozdział :)
Od razu mówię, że nie wiem czy uda mi się wstawić kolejny rozdział za tydzień bo mam egzaminy za niecałe 3 tyg, co oznacza siedzenie przy książkach 24/7. :(

Oczywiście standardowo przypominam Wam o zadawaniu pytań (odnośnie mnie czy też ff) i wpisywaniu się w zakładkę "Informowani" :)

Jestem troszeczkę smutna, że ilość komentarzy z każdym rozdziałem spada, a czytelników przybywa... Nawet, jeśli napiszecie krótkie "czytam" będę wiedziała, że nie robię tego wszystkiego na marne x


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 23 marca 2014

Chapter 6

Harry's pov:

- Zdajesz sobie sprawę, że nie było to mądre posunięcie, prawda?
Zamknąłem drzwi samochodu z taką siłą, że lekko się zakołysał. Odwróciłem się do Louisa, który trzymał kierownicę i unosił brwi w moim kierunku. Przewróciłem oczami wyłączając radio, które grało nieustającą melodię. Westchnął na moje działanie, jednak nadal czekał na odpowiedź.
- Paul właśnie napisał - Odpowiedziałam bez ogródek, ignorując jego oczywiste pytanie, które wciąż wisiało w powietrzu - Chce nas z powrotem w domu, aby omówić przyszłe obserwacje.
- Wiem, do mnie też napisał - Powiedział szorstko - To nadal nie jest odpowiedź na moje pytanie - Westchnąłem wiedząc, że nie odpuści - Ryzykujemy nasze życia, po prostu będąc w tej części miasta nie możesz porywać obywateli z ulic.
- Okej, po pierwsze; nie porwałem jej - Warknąłem. Niebawem uruchomił silnik, zaczynając wyjeżdżać z tej części miasta, w której nie byliśmy bezpieczni - I po drugie; nikt nie widział.
- Nie wiesz tego.
- Obserwowaliśmy okolicę, aż przez dwa miesiące; jestem pewny, że żadni Wschodniowcy nie byli w pobliżu. 
- Mogli być ukryci albo przejazdem, nigdy nie wiesz takich rzeczy.
- Myślę, że wiem. Jeśli jeden z nich by to widział zostałbym postrzelony na śmierć w tej chwili.
Mruknął z mojej odpowiedzi, ponieważ bez wątpienia mówiłem prawdę. Jeśli ktoś ze Wschodu zobaczyłby, że wyciągam Lennon z ulicy zostałbym postrzelony i pozostawiony na pewną śmierć w ciągu kilku minut. Najpierw podjąłbym się walki; nie dałbym się skopać bez godności.

Jazda po mieście była napięta. Oboje byliśmy głównie ze względu na wysoką gotowość do naszych bieżących zleceń. Silnik samochodu warczał głośno, gdy Louis przerzucił go na szósty bieg i przejechał bezpośrednio przez światła, które wyraźnie zmieniły się na czerwony. Uśmiechnąłem się, kiedy kilka samochodów użyło klaksonów - jakby mogły faktycznie coś zdziałać. Nikt nie miał immunitetu od policjantów nawet na własnej stronie, ale gliny są łagodni w stosunku do tego, co naprawdę kryje się w Londynie.
Louis z powrotem włączył radio, podczas gdy ja byłem zajęty skanowaniem przedmieścia, starając się wykryć coś niezwykłego. Aktywność w ciągu dnia była w większości niespotykana. Dwa miesiące,a my nie zostaliśmy zauważeni. Widzieliśmy ich, ale nikt nie miał żadnych podejrzeń. Robiłem się zmęczony nic nie robieniem; tam gdzie są bójki, tam jest Harry Styles.
- Jeśli utkniemy siedząc w tym kawałku złomu na kolejne dwa miesiące to się go pozbędę - Mruknął głównie do siebie. Zamienialiśmy się jazdą zależnie od tego, który był pierwszy, ale zgadzałem się to nie było najlepsze auto. Rozpędzał się od zera do sześćdziesięciu w dwadzieścia sekund, co było mało pomocne w niektórych okolicznościach.
- Jeśli jeździlibyśmy w ogromnym Range Rover'ze z zaciemnionym oknami i z wystarczająco dużą ilością broni w bagażniku to wtedy prosilibyśmy się o bardzo duże kłopoty - Odpowiedziałem kpiąco.
- Nie można mówić o proszeniu się o kłopoty - Uśmiechnął się, odwracając na chwilę oczy od drogi. Westchnąłem ciężko przewracając oczami. Nie miał zamiaru skończyć - Ale poważnie, to jest babskie auto. Jeśli zapytasz Eleanor jaki rodzaj auta by chciała, odpowiedziałaby, że własnie to! - Przemówił z patosem. 
- Ona nawet nie umie prowadzić i wątpię, że zna nazwy samochodów.
- Jednak rzecz w tym, że trudno czuć się w nim męsko. Rozebrałem osłony przeciwsłoneczne i zamiast patrzeć na pistolet, patrzę na siebie w lustro, tak jakbym potrzebował poprawić swoje włosy czy coś.
Zaśmiałem się bo mógł zaprzeczyć wszystkiemu czego chciał, ale wiedziałem, że miał ochotę, aby potajemnie poprawiać sobie fryzurę w bezużytecznych lustrach. Byliśmy prawie z powrotem w południowej części miasta, aka bezpiecznej okolicy - naszej dzielnicy. 
- Wiem. To dlatego, że oni nie będą spodziewać się członków gangu jadących w czymś takim i dzięki temu pomoże nam to utrzymać osłonę, ale czy nie powinien być fioletowy? 
- Mógłby być różowy - Stwierdziłem ku jego niezadowoleniu.
Mieliśmy przypisany do samochodu stukot, na szczęście nie musieliśmy jechać dalej. Louis zatrzymał się przy frontowej bramie, wpisał kod zabezpieczający, który otwierał bramę wystarczająco długo, abyśmy mogli przejechać. Gama samochodów znajdujących się na zewnątrz domu, bardziej rezydencji w większości składała się z Range Rover'ów powiązanych z gangami. Powód; były szybkie, ochronne i wystarczająco duże, aby schować sprzęt i inne elementy. 
Zatrzasnęliśmy drzwi jednocześnie i ruszyliśmy do wejścia. Szybki ruch zamka i weszliśmy do środka szurając butami po marmurowej podłodze. Było niesamowicie cicho, co było dziwne. Dom był zwykle pełen głosów i brzęczeń urządzeń technicznych.
Kontynuowaliśmy drogę przez korytarz, przechodząc obok kuchni kierując się w stronę biura, gdzie zwykle się spotykaliśmy. Kuchnia była pusta, jednak na blacie stało danie z makaronu. Nie byłem głodny; byłem za bardzo skoncentrowany na pracy do wykonania.
- Jest cicho, niemal zbyt cicho.
- I ty po prostu musisz zacząć i zabić spokój, prawda?
- Jak zawsze - Uśmiechnął się niemalże chwalebnie - Zamierzasz powiedzieć Paulowi o twoim małym przestępstwie?
- Nie.
- Co jeśli się dowie?
- Nie dowie się.
- Czego nie zamierzam się dowiedzieć?
Nasze głowy jednocześnie żywo się podniosły na głos zadający pytanie. Jęknąłem gruntownie. Twarz Paula nadal przyglądała się z pytaniem. Inne osoby w pokoju zaczęły powoli robić to samo. Jego biuro, główna siedziba do naszych planów, była wypełniona rdzennymi oddziałami. Aczkolwiek nie odnosiliśmy się do siebie jak do współpracowników, byliśmy rodziną. Uważaliśmy na siebie, broniliśmy i niszczyliśmy wszystko, co kiedykolwiek mogło nas zranić.
Zayn, Niall i Ashton wszyscy siedzieli po jednej stronie, Liam, Louis i ja w tej chwili po drugiej. Siedziałem w milczeniu czekając na dołączenie następnego zdania. Nie chcę omawiać tego, co stało się na Wschodzie na oczach wszystkich. To nie było profesjonalne z mojej strony, zrobiłem to z lekkim myśleniem, gdy konsekwencje mogły być tragiczne.
- Omówimy to później - Paul odpowiedział. Wydawał się być pochłonięty prawdziwym powodem, dlaczego tam byliśmy, a nie jakąś tam czkawką - Przejdźmy dalej, jak jesteście świadomi daty i czasy wysyłki zostały zmienione.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego to jest konieczne - Niall wtrącił.
- Jak wcześniej sądziliśmy Wschód już dłużej nie dostarcza i nie postępuje w klasie C i B, teraz uderzają w coś mocniejszego.
- Dlaczego to zmienia coś dla nas?
- Ponieważ nasz pośrednik znajduje się w samym sercu Wschodu. Mają zamiar być bardziej ostrożni z ich dostarczeniem. Będą mieć oczy i uszy dookoła głowy. Złamaliśmy już ważną regułę będąc na Wschodzie, nie mówiąc już o jakichkolwiek interesach.
- Ale oni nie będą tego podejrzewać - Zayn mówił - Nie zostaliśmy złapani i robiliśmy to przez kilka lat. Oni nie mają bladego pojęcia, o ile wiemy.
- Ale z ich nową przesyłką będą bardziej ostrożni, oczy dookoła utrudnią nam pracę w tej okolicy bez bycia złapanym.
- Więc robimy to w biały dzień? - Ashton zapytał.
Zorientowałem się o co chodzi w planie Paula przez ten punkt, to było logiczne i oni tego nie podejrzewali - więc mieliśmy nadzieję.
- Oni radzą sobie w nocy i do tego w weekendy, kiedy ulice są zatłoczone, więc jest mniejsza szansa na zostanie zauważonym. Będą mieć każdego ze swoich ludzi w weekendy. Tak, więc pójdziemy w ciągu dnia na tygodniu, kiedy bezpieczeństwo jest na niskim poziomie. Wejdziemy i wyjdziemy - Paul poinformował nas wszystkich, dokładnie o tym. co wcześniej zawarłem. Dobrze było wiedzieć, że byłem o krok do przodu.
- Pójdziemy po przesyłkę.. - Liam zamarł czekając na odpowiedź Paula lub kogoś innego, kto znał odpowiedź. 
- Wtorek o dziesiątej rano. Calum dostarczy ze swoim zespołem do Floyda przed dwunastą. Przesyłka zostanie tam, aż do piątku w południe. 
- To dłużej niż zwykle. Czy jest to bezpieczne, aby trzymać ją tam tak długo? - Zayn zapytał wnikliwie.
Miał rację. Normalnie przechowywaliśmy przesyłki przez noc, a nie na kilka dni. Im szybciej były transportowane z niebezpiecznej okolicy tym lepiej. Jeśli zostalibyśmy odkryci to bylibyśmy w tarapatach. Mogliśmy i chcieliśmy bronić jeden drugiego i samych siebie, ale będąc na Wschodzie - nie należącego do nas - mogliśmy łatwo zostać policzeni. Od chwili kiedy wszyscy z Południa zostaną nawiedzani przez Wschód; będzie za późno.
- Mamy nadzieję, że nie będą podejrzewać kilku ładunków towarowych o wysokiej wartości broni i amunicji, które będą przechowywane w piekarni - Paul odparł.
Każdy wypuścił lekki śmiech na jego komunikat. To było zaprzeczenie w sobie. Przód budynku będący piekarnią mógł być uznany za niewarty uwagi. Jednak piwnica to zupełnie inna historia. Była wypełniona po brzegi nielegalnymi maszyneriami, którymi można było wykupić połowę kraju. Przechowywanie tego nie było naszym jedynym celem, wysyłaliśmy to do innych miast, krajów i narodowości. Nie zarabialiśmy pieniędzy pozostawiając wszystko w kurzu.
- Harry, Louis będziecie rozdzieleni. Będziecie wciąż obserwować piekarnię, ale Louis, będziesz robił to z odległości - Paul polecił mu - Harry, pozostaniesz na poprzedniej pozycji. Masz mieć oko na budynek w każdej chwili. Zrozumiano? - Oboje skinęliśmy.
- Niall, Ashton będziecie chronić Caluma i jego ludzi, kiedy będą wykonywać swoją robotę. Zayn, ty zostaniesz tutaj i będziesz zajmował się technicznymi sprawami. Włam się do ich kamer bezpieczeństwa, uzyskaj dostęp do ich plików, cokolwiek co trzeba zrobić, aby upewnić się, że nas nie obserwują. I jeśli możesz, dowiedz się dlaczego włączają się do interesów.
- Liam będziesz moją prawą ręką. Jeśli zdarzy się coś pilnego, będziesz pierwszą osobą, z którą się skontaktuję. I pilnuj jak rzeczy będą tutaj prowadzone. Nie potrzebujemy skupiać się na jednej rzeczy i zapominać o innych. Nic nie jest tak proste jak to. Łapiecie? - Wszyscy się zgodzili, zanim Paul wyprosił wszystkich z wyjątkiem Louisa i mnie.

- Harry mam nadzieję, że nie zrobiłeś nic, co przeszkadzałoby w naszych planach - Paul powiedział tak szybko jak pokój znów zrobił się cichy. Jednak to było bardziej pytanie niż stwierdzenie. Louis spojrzał na mnie, miałem powiedzieć prawdę, jeśli nie miałbym żadnych wątpliwości, że on by chciał. Znalazł wielką przyjemność w moim dyskomforcie.
- Jeden z pracowników Floyda był w piekarni, kiedy ty tam byłeś - Paul spojrzał na mnie z powrotem.
- Jesteś pewien?
- Widziałem ją jak wchodziła i wychodziła. Weszła i wyszła po tym jak ty to zrobiłeś. Była tam dobre dwadzieścia minut.
- Która? - Zmrużyłem oczy po usłyszeniu jego pytania - Która dziewczyna?
- Lennon - Louis odpowiedział za mnie. Jej imię wywołało u mnie dreszcze i byłem pewien, że nie było to w dobrym znaczeniu. Było coś w jej imieniu, co czyniło mnie zainteresowanym. Paul odetchnął ciężko opadając z powrotem na krzesło i przesunął palcami po swojej zmęczonej twarzy.
- Jak udało się jej przejść bez żadnego zauważenia? - Mruknął do siebie. Nie mogliśmy mu na to odpowiedzieć bo sami nie wiedzieliśmy. Możemy po prostu przyjąć, ze była bardzo cicho - To wszystko? Czy coś jeszcze? - Zapytał po zabraniu rąk ze swojej twarzy, aby mógł znów na nas spojrzeć.
- Harry ją zatrzymał.
- Zatrzymał ją? - Paul powtórzył słowa Louisa w oszołomionym tonie. Przygryzłem swoją wargę, gdy moje nogi zaczęły się trząść nieświadome działania. 
- Zapytałem ją czy usłyszała cokolwiek.
- Po prostu ją zapytałeś? Na środku ulicy?
- Skierowałem ją w stronę alei. Nie zraniłem jej, ani ona nie krzyczała. Nikt nie widział.
- Nikt o kim wiedziałeś. Harry nie możesz tak po prostu wyciągać kogoś z ulicy. To jest proszenie się o kłopoty - Paul wykładał jak Louis - Czy słyszała cokolwiek?
- Zaprzeczała, ale ewidentnie kłamała. Uciekała oczami zbyt wiele razy.
- Po prostu nie wydaję mi się, abyś mógł trzymać się z daleka od panienki Lennon, prawda? Wiem, że rozmawiałeś z nią na zewnątrz uniwersytetu.
- To samo miejsce, ten sam czas. Zdarza się - Stwierdziłem bez ogródek. Nie mogłem sobie pomóc, że często kończyliśmy blisko siebie.
- Taa, cóż to zdarzy się ponownie - Podniosłem głowę i zerknąłem na niego, podobnie jak Louis. Oboje byliśmy w ciemności i nie wiedzieliśmy o co chodzi - Ona już podobno cię studiowała i słyszała zbyt wiele dla własnego dobra.
- Ostrzegałem ją przed tym.
- Chcę poznać tą dziewczynę - Byłem zaskoczony jego słowami. To była ostatnia rzecz, jaką spodziewałem się, że powie.
- Ona nie wydaje się być typem dziewczyny, która przyszłaby tu dobrowolnie - Louis dodał.
- Chcę ją poznać, dobrowolnie czy też nie. 



Myślę, że jeśli ktoś narzekał w poprzednim rozdziale na małą ilość Harrego, dziś będzie skakał ze szczęścia XD Tak czy inaczej moim zdaniem ff robi się coraz bardziej ciekawy, dodatkowo możecie zauważyć, że autorka wykorzystała też chłopaków z 5SOS, z czego jestem mega zadowolona :)

*Jeśli macie jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem KLIK :) 
*Zachęcam do wpisywania się w zakładce "INFORMOWANI"
*Możecie dzielić się wrażeniami oraz polecać bloga na tt pod hashtagiem #DecodeFF

Rozdziały bez zmian będą pojawiać się w każdą niedzielę :) 
Niestety do końca kwietnia rozdziały będą tylko co tydzień, gdyż mam egzaminy. Dodatkowo jak na razie tłumaczę sama, więc myślę, że zrozumiecie x

Dobra już kończę bo nikt tego nie przeczyta ;p Życzę Wam miłego tygodnia i do następnego, buźki xx



CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Dziękuję za wszystkie komentarze, wiele to dla mnie znaczy i zawsze jest ogromną motywacją :) 



niedziela, 16 marca 2014

Chapter 5

Bank Holiday's* są wspaniałe z jednego powodu i tylko jednego; brak pracy. Mogłam spędzić cały dzień śpiąc, nawet czytając lub może trochę pisząc, ale tego nie zrobiłam. Moja mała przygoda z pisaniem, której oddałam się w ostatnim czasie szła dobrze i dalej wszystko szłoby jak po maśle, gdybym nie zostawiła swoich notatek i zeszytu w piekarni.
W związku z tym, zamiast być zawinięta w kołdrę, słuchając radia i popijając herbatę, znalazłam się kilka centymetrów od drzwi pociągu pędzącego w dół toru w kierunku White Chapel. Londyn był dziwnie zajęty przez święto państwowe, choć większość markowych sklepów i firm i tak były otwarte. Floyd dał Nia i mnie dzień wolny, ale myślę, że sam chciał mieć dzień wolny. Nigdy faktycznie nie widziałam jak wykonuje jakąkolwiek pracę, za każdym razem, kiedy weszłam do jego biura oglądał jakiś dziwny film na Netflix. 
Moje słuchawki były zaplątane wokół szyi, w nazwałabym to niebezpieczny sposób, jednak będąc w tak ciasnej, niewygodnej przestrzeni otoczonej przez setki nieznajomych mogłam żyć z brakiem komfortu. Mój iPad miał pełny asortyment, wiec dryfowałam od The Rolling Stones do Christina'y Aguilera'y. Miałam tysiące utworów z różnych gatunków. Dom często określał mnie jako "muzyczna mądrala". Nie byłam dokładnie taka, po prostu oglądałam rozdania nagród i wielokrotnie mogłam dostrzec parę artystów, ale większość z nich była mi obca. 
- Następny przystanek White Chapel - Jak przez mgłę usłyszałam megafon informujący pasażerów o naszym miejscu pobytu. Ściszyłam głos w moim iPad'dzie, gdy pociąg zbliżał się do stacji, której potrzebowałam - Zbliżamy się do White Chapel - Wyłączyłam całkowicie muzykę, kiedy wjechałam na stację, więc mogłam słyszeć swój pomruk powtarzający przeprosiny, abym mogła opuścić wagon bez popychania kogokolwiek.
Wychodząc na powierzchnię wzięłam głęboki oddech, nie było to takie przyjemne, Londyn nie należy do najekologiczniejszych miast, ale każde powietrze było lepsze od przepoconego podziemnego tlenu. Główna droga była wypełniona ruchem i korkami, co wystarczyło, aby spowolnić mnie przechodzeniem między samochodami. Oczywiście niezadowoleni taksówkarze głośno na mnie trąbili, nie będąc nawet na ich drodze. Idąc wzdłuż ulicy podłączyłam z powrotem słuchawki i moje ramiona nieco się kołysały do znanego beatu. Chciałam też nucić pod nosem, ale wolałabym nie przejawiać już dalszego wstydu publicznego, który robiłam przez połowę czasu. 
Piekarnia była niedaleko od stacji, więc po jednej piosence wyciągnęłam kluczyki z torby, aby otworzyć drzwi. Wyłączyłam muzykę po raz kolejny, gdy wsunęłam klucz do drzwi jeszcze ich nie otwierając. Odłączyłam słuchawki od iPada i włożyłam je do torby. Po przekręceniu kluczyka i zapoznaniu się z wyraźnym trzaskiem zamka, mocno pchnęłam sztywne drzwi. Miałam zamknąć je po tym jak weszłam, kiedy dźwięk głosów zatrzymał mnie w ruchu.

Miałam zamiar zawołać, aby zobaczyć kto tam był, gdy usłyszałam rozpoznawalny głos Floyda, ale nie rozmawiał z Nia'ą ani ze swoją żoną. W rzeczywistości nie była to kobieta i było słychać więcej niż jeden głos. Debatując, co robić dalej poczłapałam na nogach. Powinnam wyjść i udać, że mnie tu nie było? Powinnam pójść, powiedzieć cześć i ostrzec ich, że jestem tutaj tylko po to, żeby coś odebrać? Czy wziąć swój zeszyt z kuchni i uciec?
Wybrałam ostatnią opcję. Głosy należały do mężczyzn, mężczyzn, którzy brzmieli surowo i niemiło. Nawet Floyd brzmiał na bardziej spiętego niż zwykle. Z przodu piekarni nie mogłam usłyszeć ich konwersacji, ale mogłam powiedzieć, że byli w biurze na tyłach. 
W końcu cicho zamknęłam za sobą drzwi, ostrożnie, aby upewnić się, że kliknięcie zamka nie było zbyt głośne. Gdy zamknęłam drzwi zauważyłam czarnego vana z przyciemnianymi szybami z tyłu, zaparkowanego przed piekarnią. Naturalnie zakładałam, że jego właścicielem jest osobą znajdująca się w budynku.
Czekałam kilka minut, aż postanowiłam, że jeszcze nie wiedzieli o mojej obecności, zanim skierowałam się w stronę kuchni na palcach. Głosy stały się wyraźniejsze i głośniejsze bliżej tyłu budynku. Wkradłam się za ladę; korytarz prowadził do oddzielnych pokoi.
Jedynym problemem było, że biuro Floyda i pokój, do którego zmierzałam znajdowały się prawie naprzeciwko siebie. Dosłownie potrzebowałam dwóch kroków, aby znaleźć się z przodu piekarni po drugiej stronie korytarza i byłabym w kuchni. Jednak mogłam stwierdzić, że jego drzwi od biura były otwarte - wyraźnie nie spodziewając się o jakikolwiek podsłuch. Jeśli ktoś wewnątrz biura skierowałby się w stronę korytarza, nie było mowy, żebym mogła uciec.
Zakołysałam się na piętach i zastanawiałam co robić dalej. Moje myśli zamieniały się w jakiś rodzaj Lary Croft, gdy mój mózg przeprowadzał rozmowy, których prawdopodobnie nie miałam usłyszeć. 
Nieznane głosy miały te same grube akcenty. Na pewno nie byli z tej części miasta, z tego co przeżyłam w Londynie obstawiałam, że są bardziej z południa. Nie brzmieli na wyższą klasę, ale nie brzmieli też na powszechnych i na pewno nie brzmieli na kogokolwiek ze wschodu. My wszyscy brzmimy dość normalnie z dziwnym akcentem w niektórych słowach.
Nie bardzo wiedząc co robię, znalazłam swoją głowę przyklejoną do ściany starając się być jak najbliżej źródła dźwięku. Moje serce dynamicznie biło, nie byłam śmiałkiem, w rzeczywistości wolałam grać w życie po bezpiecznej stronie, dlatego byłam całkowicie oszołomiona, dlaczego wciąż tam stałam.

- Powiedziałeś, że jak długo przesyłka miała być tu przechowywana? - Usłyszałam pytanie Floyda.
- Do południa w piątek - Szorstki głos odpowiedział. Głos sprawcy brzmiał na kogoś, kto był w tym samym wieku co Floyd.
- Dostarczona do południa we wtorek i odebrana do południa w piątek? - Floyd zapytał.
- Tak. Punkt dwunasta.
- Czy istnieje powód, dlaczego dzień przesyłki i czas się zmienił? Nie jestem zbyt przekonany tym nowym układem. Nigdy nie zostaliśmy złapani przez Wschód, więc dlaczego teraz to zmieniasz?

Oniemiałam, nie rozumiałam ich slangu i byłam zupełnie zagubiona w ich rozmowie. Dobrze wiedziałam, że nie mówił o dostarczeniu do piekarni produktów do pieczenia bo są dostarczane w każdy poniedziałek o piątej rano i nikt ich nie odbierał. Floyd nigdy nie wywołał niczego niebezpiecznego w moim mózgu, ale może się myliłam. Byłam zaintrygowana,aby dowiedzieć się, kto był "Wschodem". Jeśli był tu Wschód to czy to oznacza, że znajdowała się tu też Północ, Południe i Zachód?

- Dwóch moich ludzi zostało niedawno przebadane przez Wschód. Zauważyłem wzrost podejrzanej aktywności. Najwyraźniej nie jesteśmy jednymi, którzy zmieniają swoje plany.
- Czym oni się zajmują?
- Podejrzewamy, że robią trudniejsze oferty niż wcześniej, dlatego ktoś złapał naciekającą granicę i stwarzające zagrożenia będą rozpatrywane w zwykły sposób.
- Oni aż się proszą o kłopoty. Z kim mają jeszcze do czynienia? Na pewno ich bywalcy nie są do mocnych rzeczy?
- Możesz być zaskoczony pewnego dnia - Głos się roześmiał, nie był to humorystyczny śmiech, bardziej złowrogi. 

Mocne rzeczy, rozdawanie, przesyłki - Przypuszczałam tylko narkotyki, co jeszcze możesz rozpowszechniać w ten sposób? Uderzył mnie szok, że Floyd był zaangażowany w poważne nielegalne działalności. Nie wiem co było jego przesyłką, z tego co zgromadziłam stał za tym "Wschód"- kimkolwiek byli, zajmowali się narkotykami. Przesyłką Floyda mogły być babeczki albo szczenięta, jednak bardzo w to wątpiłam. Wiem, że Londyn nie był przyjaznym miastem, miał swoje ciemne zaułki, nieograniczone kluby nocne i strefy "no go", ale nigdy nie zwracałam na to uwagi aż do teraz.
Decydując się nie tracić więcej czasu i strachu przed byciem złapaną jak jeleń w reflektory, przystąpiłam do określania jak odzyskać mój zeszyt. Poczułam jak mój telefon wibrował w torbie, podziękowałam sobie, że przestawiłam go na wibracje, a nie na dźwięk. Po cicho wyciągnęłam go z torby i przeskanowałam wiadomości od Dom'a, najwyraźniej Jason znowu zjadł wszystkie moje płatki. Ten chłopak życzył sobie śmierci, poważnie.
Zmarszczyłam brwi, byłam w niezręcznej sytuacji i ewidentnie nie miałam płatków. Dzisiejszy dzień zapowiadał się świetnie, zadumałam cynicznie do siebie. Miałam wsunąć mój telefon z powrotem do torby, kiedy czarny ekran podsunął mi pomysł. Patrząc na moją bezcenną reakcję na ekranie, przyszło mi do głowy, abym mogła wykorzystać go jako lustro.
Zsunęłam się po ścianie i odwróciłam swoje ciało tak, aby było naprzeciwko biura. Powoli i po cichu zsunęłam swój telefon na podłogę, żebym mogła zobaczyć w nim promyk odbicia. Po dokładnym przestudiowaniu obrazu, stwierdziłam, że mogłam przepełznąć korytarzem niezauważona. Wszyscy w biurze wydali się być skierowani w innym kierunku niż pusty korytarz.
Stojąc, odłożyłam telefon i skierowałam się w stronę kuchni, wzięłam głęboki oddech i bezszelestnie jak tylko mogłam udałam się wzdłuż korytarza. Na szczęście nie miałam na sobie obcasów.
Nie śmiałam spojrzeć w dół korytarza bo nie chciałam się poślizgnąć , nie mogłam ryzykować żadnego dodatkowego ruchu, który stworzył by choć trochę jakiegokolwiek hałasu. Będąc wewnątrz bezpiecznej odległości od kuchni stałam nieruchomo. Czekałam na dalsze kontynuowanie ich rozmowy, moje serce waliło w klatce piersiowej oczekując jak ich głosy znowu zaczną iskrzyć.
Sekundy mijały i dźwięku nadal nie było. W połowie spodziewałam się, że czyjaś ręką znajdzie się na moim ramieniu, co spowodowałoby atak serca. Ale nic takiego się nie stało. Na szczęście ich głosy znów wypełniły moje uszy, znajdowali się dalej w biurze ku mojej uldze. 
Nie mogłam znieść dłużej oczekiwania i ruszyłam cicho wzdłuż korytarza docierając do stanowiska pracy, gdzie zostawiłam swój zeszyt. Leżał dokładnie w tym samym miejscu. Umieściłam go bezpiecznie w mojej torbie razem z luźnymi notatkami. Miałam zrobić krok, kiedy nagle zostałam zaniepokojona głośnością głosów. Nie byli wcześniej tak głośno, co tylko oznaczało, że się przemieścili. 
W panice schowałam się szybko za ladą trzymając torbę blisko, aby upewnić się, że kiedy będą przechodzić obok nie będzie mnie widać. Czułam jak moje dłonie stają się lepkie i pot pojawia się na moim czole. Zaczęłam czuć się niebezpiecznie w miejscu, którym nazywałam drugim domem.
- Wezmę moich najlepszych ludzi, aby wciąż trzymali oko na okolice przez pierwsze parę tygodni od dni przesyłki, żeby była na bezpiecznej stronie. Nie potrzebujemy środkowego człowieka, żeby być wyeliminowanym.
- Mile widziane - Floyd odpowiedział na głos. Stali na korytarzu, mogłam powiedzieć, że tuż przy kuchni. Na szczęście ich kroki stąpały z dala od mojej kryjówki i w przeciwnym kierunku. 
- Jeśli zaczęłyby się jakieś problemy wiesz jak się z nami skontaktować. Jakiekolwiek ślady podejrzanych działań czy nieuczciwej gry, daj nam znać od razu.
- Jak zawsze.
- Zawsze przyjemnością jest robić z tobą interesy Floyd.
- Z tobą również Paul.
- Dbaj o siebie i pamiętaj co ci powiedziałem na początku o wiesz czym i wiesz kim.
- Oboje są tutaj bezpieczni.
- Jak na razie.

Nie słyszałam niczego innego oprócz słabego dźwięku zamykanych drzwi. Czekałam co najmniej dziesięć minut, zanim zdecydowałam, że mogę znowu bezpiecznie się poruszyć. Zakładałam, ze Floyd chciał zatrzymać się w środku i po prostu pożegnać się z "Paulem" i jego odwiedzającymi kolegami, ale on również opuścił budynek dość szybko. Kiedy wstałam zbadałam teren, był całkowicie pusty. 
Nie tracąc więcej czasu pomknęłam gorączkowo w kierunku przodu piekarni. Dotarłam do drzwi i bez zastanowienia pociągnęłam w dół za klamkę spodziewając się, że są otwarte, ale oczywiście Floyd nie wiedział, że tu byłam, więc je zamknął. Mój brak koncentracji prawdopodobnie był spowodowany ilością płynącej krwi przez moje serce i mózg z całej adrenaliny. Mimo wszystko, byłam z siebie trochę dumna, że nie dałam się złapać.
Wyjrzałam na zewnątrz szukając w torbie moich kluczy. Czarny van zniknął odpowiadając na moje wcześniejsze wątpliwości co do właściciela. Było kilka pytań w mojej głowie do napełnienia, ale postanowiłam nie myśleć o nich dopóki nie znajdę się w jakimś bezpiecznym miejscu, jak moje przytulne łóżko.

Wyszłam z piekarni dość szybko zamykając za sobą drzwi i ruszyłam wzdłuż ulicy w szybkim tempie. Nie zatrzymałam się, aby spróbować wyciągnąć iPad'a z torby, byłam zbyt zaniepokojona wróceniem do domu i rozważaniem kilku teorii.
Byłam nieświadoma swojego otoczenia, skupiając się tylko na stacji metra, do którego szybko się zbliżałam, dopóki nie zauważyłam pary stóp idących obok mnie, jednak mój wzrok pozostał skupiony na ziemi. Nie było to rzadkie zjawisko, ale sprawca szedł blisko, zbyt blisko jak na mój gust. Po przestudiowaniu zużyte buty dołączyły do drugiej osoby, postanowiłam spróbować odwrócić się od niego, jednak on wyraźnie miał inne zamysły.
Moja ręka została mocno chwycona, brak szacunku dla moich zmysłów. Miałam zamiar drzeć się w niebo głosy, gdy wciągnął mnie do najbliższej alejki, ledwie wystarczająco dużej dla dwóch osób, nie mówiąc już o jakimkolwiek komforcie. Ale jego ręka została przyciśnięta do moich ust zmuszając moją głowę do spojrzenia w górę. Byłam zbulwersowana brakiem pomocy od kogokolwiek z ulicy, na pewno ktoś widział niewinną dziewczynę zaciągniętą do alei przez faceta, którego twarz była poryta siniakami?
- Nawet nie myśl o krzyczeniu - Warknął, jego usta były wystarczająco blisko mojego ucha, abym mogła poczuć jego gorący oddech. Zmusiłam się i skinęłam głową - Kiedy zadam ci pytanie odpowiesz szczerze. Zrozumiano? - Warknął, a ja znowu skinęłam - Co tam robiłaś?
Założyłam, że mówił o piekarni i było już jasne, że nie powinnam tam być. Jego dłoń opuściła moje usta, ale nadal unosił ją blisko w razie, gdybym zdecydowała się krzyczeć. Jego ciało napierało na mnie z taką siłą, że ledwo mogłam oddychać, nie mówiąc o ucieczce.
- Byłam po prostu coś odebrać - Zadrżałam próbując uniknąć jego intensywnego spojrzenia. Kto wiedział, że zielone oczy mogą być tak onieśmielające? Zawsze wyobrażałam sobie, że ktoś kto może tobą manipulować musi mieć piercing i brązowe prawie czarne oczy.
- Coś? - Warknął napierając swoim ciałem bliżej mnie. Zaczęłam się trząść z powodu jego bliskości i groźnego głosu.
- Mój zeszyt. Zostawiłam go tam wczoraj.
- Pokaż mi - Rozkazał.
Sięgnęłam w dół do mojej torby, wyraźnie starając się uniknąć dalszego kontaktu z nim. To było ciężkie i uciążliwe, ale wyciągnęłam go modląc się, aby nie chciał zajrzeć do środka, ponieważ zawartość prawdopodobnie by go przestraszyła i brzmiałabym jak psychopatka.
Na szczęście skinął głową pozwalając mi umieścić go z powrotem bez żadnych dalszych pytań. Wciąż wyglądał na złego, jakby moja szczerość nie była dla niego wystarczająca.
- Usłyszałaś cokolwiek? I nie rób ze mnie głupka. Ty i ja, oboje wiemy, o co mi chodzi.
Tym razem spotkałam jego wzrok, a jego głos był mniej poniżający - Nie. Po prostu weszłam i od razu wyszłam - Spojrzał prosto przez moje oczywiste kłamstwo.
- W takim razie chcesz udawać głupka?
- Nie - Pozwoliłam wykazać mojemu głosowi osłabienie, drżenie ukrywało się głęboko w gardle, odmawiając pojawienia się w moim głosie. 
- Cokolwiek usłyszałaś zapomnij o tym. Idź do domu, upiecz ciasto czy cokolwiek tam robisz i nawet o tym nie myśl - Nie mogłam skleić odpowiedzi, zanim znowu przemówił - Nie robię tego dla twojego bezpieczeństwa. Nie aż tak bardzo dbam o ciebie Lennon Rae. Londyn nie jest ciekawym miejscem, ale dla twojego dobra, udawaj, że jest. Okej?
Oszołomiona skinęłam głową w milczeniu, tracąc zdolność mówienia. Gwałtowność jego wyznania była lekko urażająca. Osobiście go nie znam i nie zależy mi na nim, ale mogłam przejść prosto i przyznać, że było to bezczelne. Po tym cofnął się, mały krok wystarczył, aby stworzyć mała odległość między nami, zanim dotarł do przeciwległej ściany. Przeniósł swoje ręce z dala od mojego ciała i z powrotem zmrużył na mnie oczy, zakładając, że zrozumiałam jego wiadomość.
- Idź - Podyktował, kiwając głową w stronę ulicy.
Zmuszona nie musiałam nawet niczego rozpatrywać. Wydarzenia w piekarni wkrótce zostały zepchnięte na bok, gdy przeciskałam się z powrotem przez tłum, moje serce pojękiwało. Chciałam wrócić do mojego bezpiecznego łóżka nawet bardziej niż wcześniej. Nie znałam go, nie wiedziałam co robi czy kim jest, ale kilkakrotnie staliśmy sobie na przeszkodzie, wydzielał różne aury.
Widocznie moje poprzednie dyktanda o Harrym Stylesie nie były w pełni poprawne. Czy to było złe, że byłam nieco szczęśliwa, że wciągnął mnie do tej alei? Mogłam stworzyć coś jeszcze bardziej urzekającego o jego charakterze. Dał mi adrenalinę i satysfakcjonujący uśmiech na mojej twarzy. Harry Styles był bardziej skomplikowany niż początkowo go postrzegałam.

*Bank holiday- święto państwowe będące dniem wolnym w Wielkiej Brytanii i Irlandii. 



Mamy kolejny rozdział :) Piszcie jak Wam się podoba. Za jakiekolwiek błędy przepraszam, ale spieszyłam się, aby dzisiaj to dodać.
Jak zawsze przypominam, że możecie zadawać pytania, dzielić się wrażeniami na tt hashtag #DecodeFF i zapraszam do zapisywania się w zakładce informowani :)

Mam do Was prośbę, abyście rozsyłali to tłumaczenie swoim znajomym bo jest mi mega miło, kiedy nas przybywa x



CZYTASZ = KOMENTUJESZ